NukeBoards

Pomysły i scenariusze - Wariatkowo & Psychoza

Minty - 27-12-2005, 22:45
: Temat postu: Wariatkowo & Psychoza
Wariatkowo
Strzelanka.

Kiedy? - teraźniejszość.
Kto? - Zygfryd Szczykafka, lekarz anestezjolog.
Gdzie? - Wsiowice, małe miasteczko z 1. komisariatem i z wariatkowem :)
W jaki sposób? - było się lekarzem w tytułowym wariatkowie.
Co?:
Lekarze sobie za dużo popili i tak się złożyło, że wariaci masowo pouciekali z wariatkowa. Napadli na komisariat, ukradli broń i poszli na miasto - takie małe, z jednym komisariatem. Gracz wciela się w ostatniego trzeźwego lekarza anestezjologa (wytrzymał dłużej, bo już się przyzwyczaił do związków znieczulających) z wariatkowa. Uzbrojony w pneumatyczny karabinek na strzałki wyrusza na polowanie. Trzeba by było postrzelić kilka razy takiego wariata, a później zakaftanić, bo się obudzi i będzie dalej grasował. Oni mają broń palną z komisariatu. Strzałki zbierałoby się w aptekach, a kaftany w pralniach, zaś zdrowie odzyskiwałoby się w spożywczakach. Po unieszkodliwieniu wszystkich wariatów na planszy przechodzimy dalej, coraz bliżej ww. komisariatu, gdzie zabarykadowali się pozostali. Trzeba by było pójść do apteki i [minigra logiczna] skombinować proch :) po wysadzeniu drzwi walka z bossem - wariatem, który ma wysoką tolerancję na ból i środki usypiające :) no, i ma kałacha. Unikałby strzałów i co jakis czas rzucał granatem xD a dzielny lekarz musiałby znaleźć na niego sposób. Np. taki, że gracz musiałby się poruszać tak, że wariat strzelając w lekarza postrzeli np. 6 beczek z wodą, która rozleje się po podłodze. Następny etap to (nie dając się zastrzelić) podłączenie prądu do wody :)
Outro przedstawiałoby triumfalny pochód lekarza z kordonem zakaftanionych wariatów za nim, później fade-out i napisy końcowe :)

--- --- ---

Psychoza
Horror.

Kiedy? - teraźniejszość.
Kto? - Greg Corso, policjant.
Gdzie? - stary, opuszczony budynek.
W jaki sposób? - otrzymało się zgłoszenie o krzykach i odgłosach strzału w starym, opuszczonym domu.
Co?:
Radiowóz podjeżdża pod ww. dom. Po przybyciu i wejściu do niego drzwi się zatrzaskują. Nie dają się otworzyć. Tu zaczyna się ta gra. Budynek byłby naszpikowany pułapkami i szybko celem gracza przestaje być sprawdzenie domu. Próba kontaktu przez krótkofalówkę kończy się fiaskiem. Trzeba uciec!
Pułapki miałyby charakter zręcznościowy (np. regularnie wystawiane kolce), logiczno-zręcznościowy (np. otworzenie drzwi kluczem odpowiednią sekwencją wciskanych klawiszy, gdy zły klawisz "resetuje" sekwencję, w danym, ograniczonym czasie) i inny (jakieś inne zagadki z przygodówek :) ). Co jakiś czas rozlegałby się głos świra, który tym steruje: śmiech, dogaduszki i takie tam.
Plansze byłyby umiejscowione w domu (rudera, mnóstwo złomu itp.), w piwnicach (mnóstwo pyłu [można zrobić taki efekt ;) ], popękane ściany itp.) i w tunelach nieznanego pochodzenia (coś jak kopalnia, ale w glebie, nie skale). Grę kończyłoby się po wyjściu z tunelu.
Outro: wyjście z tunelu jest w lesie nieopodal starego domu. Kilka metrów od postaci stoi wariat... gratulując Ci przejścia przez grę. Greg natychmiast wyjmuje pistolet i strzela bez zastanowienia. Można też dodać mu jakiś chwytliwy tekst, który mówiłby na pożegnanie wariatowi. Fade-out i napisy :)
No i zrobiła się gra o-wariacie-ale-praktycznie-bez-wariatów. Heh. Kto chce, niech korzysta.
Tasmpol - 08-01-2007, 16:49
:
Co do pierwszego, przedstawię swoje rozwinięcie, które miałem użyć w swojej grze Down-Town, ale teraz jestem pewnie, że w/w gra nie wyjdzie. ;)
Fabuła przedstawia się podobnie - lekarze dali sobie w gaz, wczesnym rankiem (dajmy, że o 4 gdzieś, bo to lato) dzwoni telefon. Nasz bohater jako jedyny budzi się (reszta nieprzytomna) i odbiera telefon z komisariatu. Pracownik, pełniący tam służbe pyta się, czy z pacjentami wszystko w porządku. No, a dlaczego niby nie ? Bo właśnie kilku z nich demoluje ulice. :)
Przerażony lekarz szybko próbuje kogoś ocucić, niestety, wszyscy zalani, to sam rusza na polowanie, uzbrojony w wiatrówke na strzałki i gaz łzawiący.
Trochę o gameplayu - każdy wariat ma nad głową licznik - podstawowo to licznik przytomności, pokazuje, ile zostało wariatowi do snu. Po uśnięciu zmienia się na licznik snu, który pokazuje, ile zostało do przebudzenia. W tym czasie trzeba zakuć w kaftan, bo inaczej koleś się obudzi. Związany pacjent znika.
I bronie. Troche rozwinąłem arsenał. Podstawową bronią jest wiatrówka ze strzałkami usypiającymi, by móc strzelać potrzebujemy sprężonego powietrza i strzałek. Pozwala na usypianie z dużej odległości, jednak jest mało wydajny (potrzeba z dwie czy trzy strzałki na przeciętnego wariata). Drugą podstawową bronią byłby gaz łzawiący - wymagana znajdźka to pojemnik z gazem. Pozwala na chwilowe paraliżowanie wrogów w zwarciu, tj. nie usypia, ale uniemożliwia wrogowi atak (można by bło to przedstawić jako pacjent, po oberwaniu w twarz, zakrywa ją dłońmi i cofa się powoli, a po chwili wraca do normy). Ponadpodstawową bronią były by:
Granaty usypiające,
Paralizator,
Taser.
Granaty usypiające to dobry wybór jeżeli chcemy uśpić dużą ilość wrogów znajdującą się w odległości od nas. Ma dużą powierzchnie działania, ale usypia powoli. Paralizator to elektryczna (zasilany z baterii AA :) ) broń do walki w zwarciu - na sparaliżowanego nie trzeba kaftana, wystarczy go popieścić prądem i leży, jednak bateryjki znajdujemy bardzo rzadko. Ostatnią, najlepszą bronią byłby taser - zasada działania jak w paralizatorze, jednak możliwość paraliżowania na odległość. Wymagana bateryjka.
Sumując:
Bronie:
Wiatrówka, potrzebne sprężone powietrze i strzałki, usypia na odległość.
Gaz łzawiący, potrzebny gaz, chwilowo paraliżuje.
Granaty usypiające, potrzebny granat, usypia sporą ilość osób na odległość.
Paralizator, paraliżuje (nie trzeba kaftana) na małą odległość.
Taser, j/w, na dużą odległość.
Znajdźki:
Naboje ze sprężonym powietrzem.
Strzałki
Pojemniki z gazem sprężonym
Granaty usypiające
Bateryjki (czy cośtam)
Jedzenie (zdrowie)
Kaftany.
Chba wszystko.