NukeBoards - Kreatywność przede wszystkim
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  DownloadDownload
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Lalka - dokończenie książki
Autor Wiadomość
Mr Knife 
Bohater

Główny edytor: Fusion 2.5 Dev
Drugi edytor: TGF
Pojedynki: tak
Pomógł: 2 razy
Posty: 266

13819 Prestiż
Wysłany: 09-06-2007, 18:17   Lalka - dokończenie książki

HIHO! Nie wiedziałem specjalnie gdzie to umieścić, ale najbardziej ten tekst pasuje tutaj. Nie jest to co prawda scenariusz, ale można potraktować jako przerośnięte intro do gry ;) A tak na poważnie to z czasem u mnie ostatnio krucho, wiem wiem ToD, ale wy mnie też zrozumcie :-P Ze Ślimaczkiem też się ostatnio opuściłem, choć i to nadrobię. No zobaczcie nawet sobie popisać spokojnie nie mogłem, bo musiałem zadanie dodatkowe z j. polskiego zrobić. Jeszcze tylko dobrze test z pozytywizmu napisać i będzie świetnie. Dobra, ale konkretniej. Postanowiłem udostępnić wam jeden mój tekst, z grami nie mam on nic wspólnego, ale: raz prezentuje mój aktualny poziom tekstów; dwa można wywnioskować/domyślać się dzięki temu jak będzie wyglądać scenariusz ToD ( jaki poziom ); trzy dowód, że nie leniuchuje :smile:

Jak w tytule, moja wersja dokończenia " Lalki " Bolesława Prusa. Znajomość tej lektury mile widziana, wręcz wymagana. Zapraszam do czytania, no i komentowania :smile:


I
Latawiec na zachmurzonym niebie.


Jak to latem bywało nie raz, czy też dwa, lecz na tyle często, że bez ryzyka można zakładać się o to na duże sumy, temperatura rosła, wzbijając się na wysoki pułap, aż do momentu osiągnięcia pewnego punktu, przeznaczonego na daną porę roku. Gdyby podobnie rzecz miała się z handlem, może wtedy ten kraj odbiłby się od dna, prezentował jakiś tam poziom, zapewniał bezpieczeństwo i dobrobyt. Choć z drugiej strony, tylko przez krótki czas, bo prędzej czy później zrobiłoby się parno, a nawet bardzo, na tyle, że znów wszystko ległoby w gruzach. To już lepiej pozostawić te idee, obietnice, których w tym świecie spełnić nie można, a trwać dalej przy niespodziewanych i mroźnych powiewach w lecie. To nie zmienność niektórych spraw odpowiada za taki stan, ale to my ludzie, ustalamy panujące w nim zasady. Niektórzy obwiniają za to naszą ludzką naturę, choć zawsze trzeba znaleźć kozła ofiarnego by poczuć się lepiej, zostać częściowo lub nawet całkowicie uniewinnionym. Wokulski spojrzał w górę. Niewielkie promienie słoneczne z trudem padały na jego twarz, przebijając się przez gęste chmury, które pchane przez wiatr, gromadziły się w jednym miejscu. Istotnie pogoda tego poranka zaliczała się do wyjątkowo pięknych, ciepłych dni. Mimo takich warunków, zachęcających do spacerów i pikników, na polanę wybrały się tylko dwie osoby: Wokulski leżący na szczycie zielonego pagórka oraz poniżej dziewczyna, chroniąca się w cieniu drzewa. Nagle owa dziewczyna, o długich, brązowych włosach, zerwała się z miejsca i podskakując zaczęła biec przed siebie, a kilka chwil później ruszył za nią latawiec, szybko wzbijając się coraz wyżej i wyżej. Był to świetny moment na puszczanie latawców. Silny wiatr jaki zerwał się z południa, znów przesuwał chmury, tym razem odsłaniając słońce. Dziewczyna bawiła się wspaniale, a beztroskość jaką czuła, okrywała zmęczony umysł Wokulskiego, który próbował dostrzec każdy jej włos, który wraz z resztą tworzył niezwykłą falę o barwie żywego brązu. To co umknęło oku ludzkiemu, Stanisław widział oczami wyobraźni. Była to jedna z wyraźniejszych różnic między światem rzeczywistym, a wykreowanym. Ten drugi swym pięknem potrafił przyćmić smutki pierwszego. Na kilka minut, czasem tylko sekund zapomnieć, po prostu zignorować rzeczy i sprawy dla nas bolesne. Zamknąć oczy tak na chwile. Zanurzyć się w ciemnościach snu i nic poza nimi nie widząc, ale czując obecność kogoś, kogoś bardzo bliskiego, leżącego tuż obok. Zanim dochodzi do nas ta myśl, samo zdanie sobie sprawy, iż nie jesteśmy sami, to ta postać przewraca się już na drugi bok. Chyba śpi. Obracając się przez sen, leży już prawie na nas, a jej rękę natrafiającą na przeszkodę, czujemy, jak opada na nasz prawy bark, obejmuje...

II
Walizka ciężka od wspomnień.


Wokulski obudził się. Mimo, że już nie spał, nie otwierał oczu jeszcze przez kilkanaście minut. Próbował nie wracać do niedoskonałego świata i do swojego życia, które było mu już zupełnie obojętne. Starania te nie przyniosły oczekiwanego rezultatu, a przepiękny sen urwał się bezpowrotnie niczym ludzkie życie. Zarówno w obu tych przypadkach nie było odwołania, więc dalsze stawianie oporu nie miało najmniejszego sensu. "Dlaczego jeszcze istnieję i żyję?" - myślał - "Zadawałem sam sobie te pytanie już tyle razy i ani razu nie mogłem na nie znaleźć odpowiedzi. Ale muszę znać powody dla których ciągle żyje. Inaczej będzie to tak samo jakbym już nie żył." Wokulski zdawał sobie sprawę, że jego umysł, pod naciskiem zdarzeń z przeszłości, stał się bardzo niepewny. Po kwadransie wahań i rozmyślań, postanowił nie nękać go przez następne kilka minut. Stanisław przebudził się i usypiając swój umysł, powrócił do nie opuszczającej go za dnia obojętności. Naprzeciw niego siedział stary człowiek, którego nie zauważył wcześniej. Nieznajomy najwyraźniej wsiadł do pociągu, kiedy Wokulski spał. W innym przypadku wybrałby inny przedział, pusty, unikając ewentualnych pogawędek w czasie podróży, na które ochoty nie miał. Zadumany wzrok starca skupiał się na mroku, jaki rozciągał się za oknem pociągu, aż po horyzont. Spostrzegłszy, że Wokulski ocknął się, przypatrywał mu się uważnie przez kilka chwil, po czym znów wrócił do spoglądania przez okno maszyny.
- Szanowny pan Wokulski - rzekł starzec, nie odwracając się w stronę swojego rozmówcy.
Stanisław zmarszczył czoło, na jego twarzy pojawiło się wyraźne zdziwienie.
- Niech pan się nie trudzi. Nie zna mnie pan - mówił dalej nieznajomy.
- Zgadza się. Jeśli mnie pamięć nie myli to spotykam pana po raz pierwszy, choć równie dobrze mogłem pana po prostu gdzieś nie zauważyć. Skąd pan mnie zna w takim razie?
- Widziałem jak chciał pan odebrać sobie życie. Na szczęście zdążono w porę.
- Samobójcom nie należy przeszkadzać - błyskawicznie odparł Wokulski, przypominając sobie słowa doktora.
- To prawda - przyznał rację starzec, po czym dodał - Zatrzymując takiego, prędzej czy później znów będzie próbował i na jedno wyjdzie... Im trzeba pomóc.
- Pomóc? - odparł ironicznie Wokulski.
- Tak. Może warto jednak wstać? Nie można zamartwiać się takimi rzeczami jak kobiety.
- Spóźnił się pan z takimi radami. Nie mam już po co wracać - rozłożył ręce Wokulski.
- Nie ma pan nikogo do kogo mógłby pan wrócić? Trudno mi w to uwierzyć. Osoba, o której tyle słyszałem z plotek, co plotek, ale jednak. Naprawdę nie ma pan nikogo? Czy ta samotność nie jest czasem związana z tym, że nie chce pan kogoś mieć?
- Wybaczy pan, ale ja nie chcę mieszać się do pana spraw, więc pan niech nie miesza się do moich.
- Przepraszam. Nie przedstawiłem się nawet. Nazywam się Janusz Sikorski. Niech mnie pan wysłucha i spróbuje zrozumieć. To jest dla mnie bardzo ważne.
- Właśnie w tym rzecz, że nic nie rozumiem z pana słów. Skąd to zainteresowanie moją osobą, choć... Ach pojmuję. Chodzi o interesy, prawda? - zapytał przenikliwie Wokulski, po czym pośpiesznie dodał, nie czekając na odpowiedź - Niestety rozczaruje pana. Nie zajmuję się już tymi sprawami.
Twarz starca posmutniała - Pan nic nie rozumie - odparł.
- Cóż więc jest tą ważną rzeczą skoro nie są to pieniądze? - zapytał Wokulski z zaciekawieniem.
- Ja...ja nie mam z panem wiele wspólnego, to się zgadza. Jest jednak ktoś kto ma... miał ... otóż mój brat Adam znalazł się w podobnej sytuacji co pan, z tą jedną różnicą, że nikt go nie zatrzymał. Nigdy nie mogę sobie wybaczyć, że zignorowałem wtedy jego nieszczęśliwą miłość. Nie sądziłem. Nawet przez chwile nie przyszło mi na myśl, iż coś takiego może się stać. Zrodzić się z jednego spojrzenia, następnie przeobrazić w zwykłe zauroczenie, aż doprowadzić do samobójczej śmierci. Nieśmiertelna miłość powiadają, chyba raczej śmiertelna miłość. Ech, to wszystko przez kobiety! Co będę panu dużo opowiadał, skoro pan chyba też nie zdawał sobie sprawy, jak należy uważać, jakim być ostrożnym, aby ustrzec się przed popadnięciem w ruinę z ich powodu.
Mimo odmiennych poglądów Wokulski milczał. To co wygłaszał starzec zgadzało się z jego aktualnym położeniem, a przeszłość, nie dawała mu już powodów by bronić idei o wielkiej i szczerej miłości.



III
Ziarenko, z którego wyrósł chwast.


Cisza między panami, jeśli można o takowej mówić w hałaśliwym pociągu, nie trwała zbyt długo.
- Czy teraz wsłucha mnie pan? - zapytał Sikorski, wstając i sięgając swoją walizkę z półki, na której leżała jeszcze duża torba podróżna. Oba te przedmioty stanowiły cały jego bagaż.
- Niech pan opowiada swoją historię, jeśli to dla pana tyle znaczy. Posłucham.
- Nie zamierzam zanudzać pana swoimi żalami, bolesnymi wspomnieniami. Zarys tego problemu ma te same odcienie co pański, więc szczegóły tu nie są potrzebne. Chciałbym tylko jakoś panu pomóc, skoro...
- Aby śmierć pana brata nabrała sensu? - przerwał mu Wokulski
- Raczej dowiedzieć się co czuł mój brat przed popełnieniem samobójstwa. Samej śmierci są różne rodzaje. Czasem giniemy bez sensu, w wypadku, którego bardzo łatwo można było uniknąć. A czasem odchodzimy, gdy po prostu przyjdzie na nas czas, w wyniku postępującej starości - tłumaczył Sikorski
- Wtedy mocniej wierzymy, że życie i śmierć mają sens, bo bardziej to nas dotyczy - dokończył Wokulski.
- Zgadza się, ale chyba nad śmiercią nie mieliśmy się zastanawiać. Zmieńmy temat, nie jestem znowu przecież, aż taki stary, aby głowić się nad tą tajemnicą. Pana zresztą chcemy od niej odwieść - staruszek otworzył swoją walizkę i szybkim ruchem ręki wyjął kopertę - To powinno pana zainteresować.
Wokulski otworzył kopertę, wziął ze środka pogiętą kartkę do rąk i zaczął czytać krótki tekst, który znajdował się na niej. Pismo było bardzo nieczytelne.

Z miłością często bywa tak, jak z uprawą kwiatów, wymaga ona od ciebie systematycznego troszczenia się o nie, podlewania wodą, z ciężkiej metalowej konewki lub wyrywania chwastów jeśli takowe osobniki się pojawią. Musisz zrobić wiele rzeczy, włożyć dużo serca, a i tak nigdy nie masz pewności czy twój trud zostanie wynagrodzony. Zawsze ktoś nieostrożny lub z nienawistną premedytacją może zadeptać twój pięknie rosnący i zapowiadający się kwiatek. Zdarzenie losowe, pokroju mroźnego przymrozku, również może skreślić twoje wspaniałe plany na przyszłość. Czasem powód znajduje się u podstaw, w ziarenku. Samo uprawianie roślin jest o tyle prostsze, że to ty wybierasz ziarenko, rodzaj rośliny, a w miłości ktoś już to zrobił za ciebie. Przygotował kilka tysięcy doniczek i ty musisz wybrać jedną, którą będziesz pielęgnował. Wybór jest o tyle trudny, że tak naprawdę nie wiesz nawet, czy w doniczce, na którą się zdecydowałeś znajduje się ziarenko, a tym bardziej nie masz pojęcia co z niego wyrośnie. Nie masz żadnej możliwości, aby to sprawdzić . Wygląd ziarenka może cię co najwyżej wprowadzić w błąd, a rozkopanie doniczki zaprzepaścić cały proces. Pozostaje ci tylko pełna ignorancja tego problemu i wytrwałe czekanie, pełne nadziei, na rychłe rozstrzygnięcie.


- Tak o miłości mówił i pisał mój brat - odparł Janusz, widząc, że Wokulski skończył czytać.
- Pana brat był poetą? - zapytał zaciekawiony Wokulski.
- Żył z handlu tak jak pan czy ja i specjalnie nie wykazywał żadnych przejawów, cech charakteryzujących pisarzy. Wszystko uległo zmianie, gdy Adam zakochał się. Wtedy zaczęło się pisanie listów.
- Pewnie nie pamięta pan z nich dużo, skoro nie interesowały pana problemy pańskiego brata.
- To nie było tak, że całkiem mnie one nie interesowały. Zlekceważyłem tylko rany jakie pozostawiają po sobie kobiety. Co do listów... Nie musze pamiętać - odparł staruszek i wyjął ze swojej walizki metalowe pudełeczko.


IV
Jedno pudełko, wrzucanych myśli wiele, a dna tylko dwa.


List staram się napisać do ciebie
i ten krótki wiersz jeden.
Do ciebie kieruje te kilka słów
i ważnych pytań wiele.
Abyś...

Gdybyś stała się mną, zamieniła ciałami na kilka chwil i zobaczyła mój umysł, poczuła ten ból, łzy spływające po oczach. Jaka byłaby twoja decyzja? Zrozumienie? Może samo wychwycenie mych myśli, wartości, czy też przeżyć jakie przytrafiły mi się w życiu oraz staranie się ich pojęcia. Co wynikłoby z tych prób? Jeden procent szans na zaistnienie więzi, nawet tej cieniutkiej, najcieńszej? Jeden procent? Prawdziwy? Prędzej złudny... Dając nadzieję, budowaną na kłamstwach, od pierwszego poczynając, a na ostatnim kończąc, prowadzimy do powstania prawdziwego uczucia, które wzbija się wysoko, aż do chmur. Świat wydaje się malutki z takiej odległości. Ta dalekość od spraw codziennych, sprawia, że wcześniejsze bogactwo, szczegółowość życia ludzkiego, znika, ustępując miejsce niewyraźności, traktującej ludzi jak błahostki, czarne punkciki. Życie w takiej sytuacji, ogranicza się jedynie do czekania, odliczania ostatnich chwil, sekund jakie już tylko pozostały do zderzenie z ziemią. Ciężko wstać po upadku z takiej wysokości. Najczęściej już się nie wstaje.
Wydawać by się mogło, że szczerość nie zawsze się opłaca. Czasem warto coś załagodzić, urwać zdanie w pewnej chwili, przemilczeć, przeczekać. Są jednak sytuacje, w których należy być szczerym.


- Cóż za przepiękną kobietę spotkał pański brat, skoro, aż tak na niego wpłynęła. Jego pismo wydaje się zupełnie inne niż poprzednio. Te jeszcze bardziej nieczytelne pismo, litery tworzone szybkimi pchnięciami. Co za emocje musiały nim targać? - zapytał Wokulski przeczytawszy list.
- W oczach Adama prezentowała się ona piękniej niż w rzeczywistości. Ach te krótkie opisy, przepełnione idealizacją. „ Spokojna niewiasta, która swoimi niezwykłymi gestami usprawiedliwi każdy incydent, dotyk jej ust odgoni smutek, zagłuszy każdą złość, a jej wyraźne i przepełnione życiem, brązowe oczy zauroczą każdego, kto w nie spojrzy. ”
- Musiała się i panu podobać, skoro zna pan to zdanie na pamięć i w dodatku mówi o niej w taki sposób.
- W jaki znowu sposób?! Ona!! Nigdy w życiu. Ta pusta istota, która nie odróżnia ludzi od lalek, nie wie, że nie można nimi się bawić... Jeszcze tego by brakowało.
- Jedna rzecz mi w takim razie nie pasuje. Dlaczego pan pamięta ten opis po tylu latach?
- Odpowiedź jest bardzo prosta. To nie jest jej opis.
- A kogo jak można zapytać?
- Oczywiście, że można. Ten obraz dotyczy jej siostry... niech pan mi uwierzy - dwie różne osoby, bardzo różne. To właśnie ona oddała mi listy Adama.
- Zdradzi mi pan imię tej kobiety?
- Której? Chyba nie chce pan jej odnaleźć?! - zażartował staruszek
- Adresatki tego listu, który czytałem.
- Najwyraźniej nieuważnie pan czytał panie Wokulski. Jej imię znajduje się w tym tekście, niech pan się tylko dobrze przyjrzy - powiedział Sikorski, po czym kolejny raz podał list Wokulskiemu, który wziął kartkę i zaczął uważnie czytać. Jego mina się zmieniła, wskazywała ogromne skupienie.
- Teraz widzę - odparł Stanisław po kilku chwilach poszukiwań - Piękne imię.
- W rzeczy samej, choć to tylko kolejna złudna rzecz, jaką posiadają kobiety.
- Złudna?
- Tak, jeszcze gorsza od ich wyglądu.
- Dlaczego pan tak uważa? Skąd ta teza?
- Piękność urody przeminie wraz z młodością, a imię pozostanie, wprowadzając w błąd do końca życia.
- Pański brat podjął pewnie ten temat w swoich listach. Chciałbym dowiedzieć się, co pisał o imionach, o jej imieniu.
- Oczywiście, że pisał, ale czy imię, jakie nosimy jest takie ważne? Proszę, w tym pudełeczku powinien znajdować się tekst na ten temat. List i wiersz. Wystarczy poszukać.
Wokulski wziął do rąk metalowe pudełeczko. Przyglądając się mu, odnosił wrażenie, że gdzieś już je widział. Te eleganckie wzory na ściankach, o najróżniejszych szlaczkach i wielu kolorach. Jakość, chociażby precyzja wykonania zamka, upewniały go w tym przekonaniu. Nie było to jakieś marne pudełeczko za 10 rubli.
- Gdzie pański brat kupił to pudełko? Wydaje mi się znajome - odparł Stanisław.
- Nie wiem. Nie zastanawiałem się nigdy nad tym - odpowiedział Sikorski.
- Czy to może być to pudełko? - Wokulski głośno myśląc, zapytał sam siebie. Musząc to sprawdzić, szybko opróżnił jego zawartość, wręcz wyrzucając listy na siedzenie znajdujące się obok. Mężczyzna przystąpił do badania dna pudełka.
- Co pan robi? - dziwił się staruszek
- Swego czasu sprzedałem dość dużą ilość tych pudełek. Jeśli się nie mylę, jeśli to jest towar z mojego sklepu, to w podstawie umieszczone są magnesy, dzięki czemu kawałek metalu idealnie przylega do dna, zakrywa je. Gdyby ktoś panu o tym nie powiedział, nie zgadłby pan, że to pudełeczko-skrytka ma dwa dna, ale wystarczy tylko lekko podważyć i... Mam!



Koniec tomu I





Tytuł następnego rozdziału: „ Do ciebie Januszu, mój drogi bracie ”

(...)
- Nienawidzisz pan kobiet, ta nienawiść przejawia się w wielu pana słowach obarczających za śmierć brata, właśnie te istoty. Dużo im pan zarzuca, zaślepiony wyszukuje win. Mimo że zna pan już prawdę i wie, że ta „pusta kobieta” jak ją pan nazywa, nie była bezpośrednim powodem samobójstwa Adama... Nadal nie zmienia zdania! - krzyczał Wokulski wstając i zajmując miejsce bardziej oddalone od okna.
- Pan nic nie rozumie. Wydaje się tylko panu, że wie o mnie dużo, ale to błędna teza. Nie ma pan pojęcia co łączy mnie z siostrą tej pustej kobiety, jak słusznie mnie pan zacytował. Tak to nie jest jej wina, że takiej tresurze ją poddano.
(...)
 
     
BROO 
Pupogłowy
Wizard x-)


Główny edytor: TGF
Pojedynki: nie
Pomógł: 37 razy
Posty: 502

31680 Prestiż
Wysłany: 09-06-2007, 18:53   

Nie przeczytałem Lalki. Z tego co pamiętam, Lalka jest dziełem epoki pozytywizmu (ale czy oby nie sprzęgającym dwie epoki?). Tutaj widzę więcej cech modernizmu.

"Beztroskość" najlepiej oddaje przystosowanie do kontynuacji tekstu. :---) . Gratuluję wytrwałości i umiejętności pisania o uczuciach i odwagi do publikacji tego na forum dotyczącym tworzenia gier. Trzeba przyznać, że to trochę szalone rozwiązanie.
 
     
Fanotherpg 
Porucznik
I'm livin' proof


Główny edytor: Fusion 2.5 Dev
Drugi edytor: Fusion 2.5
Pojedynki: tak
Skype:
Pomógł: 8 razy
Posty: 821

14368 Prestiż
Wysłany: 09-06-2007, 21:46   

No cóż, może BROO szalone.. Ale za to jaki efekt.. Błyskotliwy tekst, nieco odbiegający od oryginalnej Lalki.. Choć, ma swój klimat.. :) A i proszę nie pisać o ToD bo to nie ten temat :P
_________________
Indie since 1997.
 
 
     
Vital 
Starszy sierżant
VTL


Posty: 203

6199 Prestiż
Wysłany: 27-06-2007, 14:26   

Dobry styl,oddziałujący na wyobraźnię,a o to w pisaniu chodzi. IMO mogłeś to wrzucić zwyczajnie do tematu offtopic...acz z drugiej strony zmniejszyło by to poczytność tematu,no i pp nakosiłeś;)
_________________
człowiek-zając rusza do boju!
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

PSK Cytaty Klikibaza - kopia wszystkich klików Klikipedia - encyklopedia o tworzeniu gier Discord KlikCzat Zaproszenie
Daj piniondza Wielkie Muzeum Klikowe

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group