NukeBoards - Kreatywność przede wszystkim
FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  DownloadDownload
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
[Inna] Opowiadanie na konurs risen.gram.pl ;]
Autor Wiadomość
Wackyjackie 
Bohater
Starszy Chorąży Sztabowy Randomu


Główny edytor: MMF2 Dev
Drugi edytor: Stencyl
Pojedynki: nie
Pomógł: 69 razy
Posty: 711

36293 Prestiż
Wysłany: 03-01-2010, 22:41   [Inna] Opowiadanie na konurs risen.gram.pl ;]

Dokładnie na konkurs tutaj: http://risen.gram.pl/news.php?readmore=288

Zająłem 5 miejsce jako "Arkhaor" ;) . Jeśli komuś się podoba, może użyć opowiadanie w swoich grach. Proszę jedynie o wspomnienie o mnie w creditsach :P . No chyba że gra będzie słaba, to wolę się do niej nie przyznawać ;>. Pisane na szybkości, ledwo co zdążyłem dosłać na czas.

Proszę o rzetelną ocenę :) .

Ślepia w ciemnościach

Ocknąłem się w jaskini z rękami przywiązanymi do czegoś co przypominało belkę i z okropnym bólem głowy jakbym wskoczył do wody na główkę trafiając na płyciznę... Nie pamiętałem kim byłem, ani co się wydarzyło. Wiedziałem tylko jedno - muszę się stąd wydostać i dorwać tego kto mnie tu uwięził…

Wokół mnie można było zobaczyć tylko i wyłącznie przerażającą ciemność. Jedynie gdzieniegdzie widoczne były błyski odbitego światła na powierzchni mokrych skał. Nieznośny odór panujący w pieczarze nie pozwalał mi się skupić. Moje dłonie były luźno przywiązane grubym sznurem do czegoś na kształt belki, na tyle luźno że zgrabnym ruchem lewej dłoni udało mi się oswobodzić. Poszedłem, miałem nadzieję, w stronę ściany. Doszedłszy podążyłem wzdłuż niej kierując się w bardziej stromą stronę licząc na to że to odpowiedni kierunek. Co krok słyszałem charakterystyczny trzask pękających kości. To nie była jaskinia, to był masowy grób. Spodziewałem się najgorszego. Tylko czekałem aż jakaś wygłodniała bestia wyskoczy zza rogu. Po krótkim marszu poczułem dotyk, zimnego jak lód, żelaza na mej stopie, wtedy też pochwyciłem zardzewiały miecz, który na pewno przeżył nie jedną wiosnę. Przeczucie nie kłamało. Z nikąd wyskoczyło 'coś' co z pewnością nie było człowiekiem. W ciemnościach mogłem zauważyć jedynie ślepia koloru żarzących się węgielków położonych mniej-więcej na poziomie mojej klatki piersiowej. Nie bałem się, w końcu i tak nie miałem nic do stracenia oprócz strzępków ubrania, zardzewiałego miecza i bolącego łba. Nie znam przecież nawet swojego cholernego imienia. Jednak coś w środku kazało mi walczyć. Swoją drogą dziwne to było uczucie. Nie czekając dłużej zaatakowałem wymierzając ostrzem tuż poniżej linii oczu mając nadzieję że utnę potworowi w ten sposób łeb. Biegnąc na monstrum przez nieuwagę potknąłem się i upadłem na ziemię, tracąc tym samym broń. Bestia skorzystała z okazji i rzuciła się na mnie, pozwalając mi jedynie na przewrócenie się na plecy. Z pyska skapywała jej na moją twarz ślina o nieprzyjemnym zapachu zgniłego mięsa. Zadała cios swoimi ostrymi jak maczeta szponami haratając przy tej czynności pół mojej twarzy. Przeszywający ból sparaliżował na chwilę moje ciało. Kiedy doszedłem do siebie widziałem błysk szpon już przymierzających się do ataku. Przewróciłem się na bok, a potwór złamał swój pazur uderzając w kamień. Korzystając z okazji przerzuciłem się na bok i z całej siły zadałem kop w najprawdopodobniej brzuch zwierza. Przeraźliwy, ogłuszający wrzask wydany przez monstrum pogorszył sytuację. Wydawało mi się że oczy bestii przybrały kolor krwisto czerwony. Kreatura ponownie zaatakowała pazurami, tym razem nie zdołałem tego uniknąć. Przez cały mój organizm przeszła fala okropnego zimna. Nie tracąc nawet chwili wycelowałem nogami ponownie w ten sam punkt. Tym razem się powiodło. Bestia została sparaliżowana, a mi udało się wymacać leżący w pobliżu miecz. Chwyciłem go obiema rękoma i z całej siły dźgnąłem monstrum. Musiałem trafić w serce bo kupa mięcha natychmiastowo z przeraźliwym rykiem runęła na brzuch. Zebrałem się z ziemi i dźgnąłem od góry potwora jeszcze trzy razy - dla pewności. Zdyszany i poharatany podążyłem dalej wzdłuż ściany. W końcu mogłem dostrzec oślepiające światło na końcu korytarza. Po chwili byłem na zewnątrz i czekałem aż wzrok przyzwyczai się do nowych warunków...


Przeklęty wulkan

Przywódca wioski był mężczyzną w podeszłym wieku. Blizny znajdujące się na twarzy świadczyły o tym że stoczył nie jedną walkę, a zmarszczki pokrywające całą facjatę pogłębiały to wrażenie. Miał on długie siwe włosy i równie długą siwą brodę. Nie był on zbyt wysoki ani zbyt gruby, ot taki ‘przeciętny’ człowiek.
- Znaleźliśmy ostatniego – powiedział zwiadowca.
- Po co mi o tym mówisz? Zrób z nim to co ze wcześniejszymi – obojętnie odpowiedział wódz.
- Ale… - nie dokończył zwiadowca.
- Bez żadnych ale, wykonać natychmiast.
- …on żyje – dokończył.
- Co właśnie powiedziałeś? – zdziwił się szef.
- Znaleźliśmy go pół przytomnego na daleki zachód od wulkanu, w pobliżu ostatniej z jaskini.
- Zaprowadź mnie do niego i to teraz!
Na łóżku leżał nieprzytomny nieznajomy. Był to młody, całkiem wysoki mężczyzna o średnich czarnych włosach i krótkiej czarnej brodzie. Jego skóra była jasna, przez co można z pewnością stwierdzić że nie pochodzi z tych krain. Na jego chudej twarzy widoczna była świeża szrama ciągnąca się od czoła, przez prawe oko, aż do nisko położonego ucha. Był cherlawy ale mimo to wyglądał na silnego. Ubrany był jedynie w postrzępione spodnie zrobione z jakiejś szmaty. Podsumowując – wyglądał jak żebrak. Nagle otworzył oczy. Miały koloru oceanu – niebieski kolor przechodził miejscami w granatowy.
- Dajcie mu wody – powiedział przywódca.
Żołnierz chwycił butelkę z wodą i napoił gościa.
- Witamy w naszej małej dziurze. Jestem Denegak, zarządca miasta, a to moi ludzie. – powiedział ze spokojem.
- Gdzie jestem? – zapytał bezimienny nieznajomy.
- Jesteś na Zakazanej Wyspie, a dokładniej w naszej neutralnej wiosce Tikor na wschód od wulkanu.
- A teraz może Ty powiesz kim jesteś? – dopowiedział.
- Hah, sam chciałbym to wiedzieć, od kiedy pamiętam…nic nie pamiętam. Wiem tylko tyle że obudziłem się uwięziony w przeklętej jaskini z której się wydostałem i pognałem przed siebie aż wyczerpanie nie pozwoliło mi iść dalej – zakomunikował nieznajomy.
- Wiecie może kto mnie tam wpakował? Z chęcią urwę mu łeb i zrzucę w głąb tego waszego cholernego wulkanu…
- Nie wiem kto cię tam ‘wpakował’, ale chyba wiem gdzie możesz go znaleźć. Kiedy moi myśliwi szukali zwierzyny natknęli się na pięć jaskiń, a w każdej z nich znajdowało się zmasakrowane ciało, oprócz jednej z której najprawdopodobniej Ty się wydostałeś. W każdej z pieczar wzniesione było coś z wyglądu przypominającego ołtarz ofiarny. Ponadto regularnie w naszej wiosce słychać dziwne odgłosy dobiegające właśnie z wulkanu. Więc jestem przekonany że te jaskinie mają jakiś związek z wnętrzem wulkanu. Niestety żaden z moich ludzi nie odważy się tam pójść i sprawdzić co to za dźwięki.
W końcu legendy mówią o demonach zamieszkującym wnętrze wulkanu, ale mniejsza z tym… póki co odpoczywaj - powiedział Denegak wychodząc z izby.


Parę dni później…


- Pójdę do tego waszego wulkanu, z tego co mówisz wynika że to jedyna szansa żebym chociaż poznał swoje imię, a i tak w końcu nie mam nic do stracenia. – oznajmił bezimienny przybysz.
- Dobrze, nie będę cię zmuszał abyś tu pozostał. W sumie to nawet lepiej że odchodzisz. Vortraw da ci jakąś broń i nieco zapasów. Od bramy kieruj się cały czas na zachód, po czterech nocach powinieneś dotrzeć do ścieżki prowadzącej w głąb wulkanu, jeśli cokolwiek z niej zostało… - odpowiedział Denegak.

Po odebraniu broni i zapasów nasz bohater poszedł we wskazanym kierunku. Po kilku dniach tułaczki i po wielu stoczonych po drodze walkach doszedł do fragmentów ścieżki dzięki której powinien dostać się do wulkanu. Podążając za ścieżką natrafił na korytarz prowadzący w dół, do wnętrza góry wulkanicznej. Zapalił pochodnię którą otrzymał od Vortrawa i zajrzał do środka. Na ścianach korytarza wyryte były dziwne znaki, przypominające symbole alchemiczne. Bezimienny powędrował w głąb tunelu. Temperatura z każdym krokiem się zwiększała i po chwili było gorąco nie do zniesienia. Doszedł do końca tunelu. Znalazł się wewnątrz wulkanu o ogromnej średnicy. Na ścianach widoczne były znaki identyczne jak te z korytarza. Zewsząd atakujący popiół i pył nie pozwalał oddychać. Bezimienny urwał kawałek bluzy tworząc z niej chustę, którą założył na usta. Na dno prowadziła kręta kamienna ścieżka. Na samym dole zaś znajdował się pentagram, którego linie stanowiła lawa płynąca wśród zaschniętych kawałków magmy. Zszedł po ścieżce na sam dół. Znalazł się w środku pentagramu. Nagle z nikąd przed jego oczyma pojawiła się armia składająca się z pięciu Kościejów. Każdy z nich znajdował się w rogu pentagramu. Przypominając sobie zdarzenie z jaskini postanowił poczekać aż one zaatakują. Szkielety natarły równocześnie, nie pozostawiając czasu na myślenie. Bohater wyjął miecz z pochwy. Kiedy szkielety już były o krok od niego zaatakował ‘z młynka’. Rozgruchotał czaszki dwóch z nich i od razu przymierzył się do następnego ciosu. Nie zdążył go jednak wykonać. Jeden z kościeji szybkim, ale niecelnym ciosem pozbawił bohatera paru palców prawej dłoni. Pod napływem bólu nieznajomy zaczął wymachiwać ostrzem we wszystkie możliwe strony, zabijając szkielety jeden po drugim. Po chwili stał sam a wokół niego leżała sterta kości. W dosłownym tego słowa znaczeniu ‘pogruchotał im kości’. Odrywając kolejny kawałek koszuli zabandażował sobie palce, a raczej to co z nich zostało. Rozejrzał się dookoła . Zobaczył parę regałów z książkami, stół alchemiczny i drzwi, w których kierunku się udał. Za drzwiami ujrzał długi pokój, na końcu którego znajdował się wysoki kamienny podest pokryty krwią. Wyglądało to na ołtarz ofiarno-modlitewny. Wzdłuż całego pokoju stały kamienne rzeźby przedstawiające nieznane mi postaci. Na środku podestu, przed jednym z największych posągów klęczała ciemno ubrana postać z głową skierowaną w twarz statuy.
- Witaj. Spodziewałem się ciebie, ale nie wiedziałem że aż tak szybko nadejdziesz. Widzę że pokonałeś moich wojowników…nie ładnie tak uciekać przed karą boską – powiedziała postać głosem jakby zza wody.
- Kim Ty jesteś i kim JA jestem? – zapytał bezimienny.
- Przychodzisz tu i śmiesz mnie jeszcze pytać kim jestem?! Dobrze skoro doszedłeś aż tutaj odpowiem ci…w końcu jest to ostatnie pytanie jakie zadasz. Jam jest alfą i omegą, jam jest najlepszym z magów, jam jest wysłannikiem samego Sam’ona boga zła i zniszczenia! Zesłał mnie abym podporządkował mu tę plugawą krainę i zabił każdego kto nie wierzy w potęgę jedynego prawdziwego boga! Niewierni zostaną usmażeni przez lawę z piekielnych czeluści. Jestem Toroad najbliższy podwładny Sam’ona! – odpowiedział ostrym głosem.
- Taaa jasne, a może teraz mi powiesz kim JA jestem? – odpowiedział szyderczym głosem nieznajomy.
- Żeby się tego dowiedzieć musiałbyś mnie zabić. A teraz GIŃ niewierny! – krzyknął Toroad odwracając w tym samym czasie w stronę bohatera.
Była to zakapturzona postać w czarnej szacie przewiązanej w pasie sznurem. Toroad uniósł ręce i wpadł w coś rodzaju transu, a jego wcześniej niewidoczne oczy przybrały płomienny kolor. Wtem niegdyś nieruchome statuy zaczęły lekko drgać, a po chwili już stały na swoich kamiennych nogach. Posągi zaczęły iść w stronę bohatera. Bezimienny próbował uciec ale drzwi od komnaty były zamknięte, nie pozostało mu więc nic innego jak zmierzyć się z fanatykiem. Wziął więc miecz do ręki i zaczął wymijać atakujące ze wszystkich stron rzeźby, kierując się cały czas w stronę podestu. Kiedy znalazł się wystarczająco blisko Toroada rzucił mieczem trafiając w ramię ‘wysłannika’. Ten od razu się ocknął, a goniące bohatera posągi zamieniły się z powrotem w kawał nieruchomej skały. Mag ponownie uniósł ręce. Tym razem między jego dłońmi powstała kula stworzona z ognia, którą to rzucił w bezimiennego. Widząc to obcokrajowiec uskoczył na bok. Ledwo co minął jedną kulę a w jego stronę leciała kolejna. Tym razem minęła się z jego głową, upalając przy tym parę włosów. Bohater nie czekał dłużej, od maga dzieliło go tylko parę metrów, więc pobiegł w jego stronę przy okazji mijając kolejne ogniste kule. Kiedy stał tuż przed Toaragiem, wyrwał miecz z jego ramienia i ugodził fanatyka prosto w serce. Tamten upadł na plecy.
- No to teraz możesz mi powiedzieć kim jestem… - powiedział zadyszany mężczyzna.
Mag zaczął wtedy resztkami sił śmiać.
- Teraz dowiesz się co to gniew Sam’ona! – odpowiedział pół martwy z tępym uśmiechem na twarzy.
- … A jak mam na imię? – zapytał rozgoryczonym głosem bohater.
- Nazywasz się… - nie zdążył powiedzieć nic więcej. Umarł z tępym uśmiechem na swojej jakże ohydnej twarzy…
 
 
     
Minty 
Stwórczyni
omc dr fizyki


Główny edytor: Fusion 2.5 Dev
Drugi edytor: Construct
Pojedynki: być może
Pomogła: 259 razy
Posty: 3444

33725 Prestiż
Wysłany: 06-01-2010, 18:36   

Wyraźnie stronisz od przecinków. Nie jest to nic potwornego, ale zawsze lepiej jeszcze raz przeczytać tekst i wstawić te małe haczyki :P

Używasz czasem trochę niepasujących do reszty stylu sformułowań, np. "kupa mięcha" lub "hah" (kto tak mówi? :P ).

Walka ze szkieletami jest dziurawa. Niby czemu 5 kościejów miałoby nie ukatrupić tego gościa, gdy atakowały jednocześnie?

Dodatkowo, pod koniec tego akapitu, pomieszał Ci się narrator z bohaterem ("ujrzał długi pokój", "nieznane mi postaci").

Teksty Toroada są szalenie kliszowe :)

Moar!
 
     
Wackyjackie 
Bohater
Starszy Chorąży Sztabowy Randomu


Główny edytor: MMF2 Dev
Drugi edytor: Stencyl
Pojedynki: nie
Pomógł: 69 razy
Posty: 711

36293 Prestiż
Wysłany: 06-01-2010, 19:34   

Pierwszy rozdział napisałem na spokojnie. Drugi zaś to była istna walka z czasem :D . Pewnie dlatego tak to wygląda. W 2 rozdziale musiałem też zmienić narrację z 1os. do 3 osobowej, bo nie byłem wstanie nic napisać :P .

A 'hah' ja mówię xD.

Nie dużo przecinków i wiele kropek zwiększa szybkość akcji. Przynajmniej pozornie ;>. Jak będę miał wenę, z pewnością coś napiszę i wrzucę :) .

Zacząłem pisać inne opowiadanko/książkę, ale poszło/a po formacie...w przeciwnym wypadku wrzuciłbym.

/Fantasy to nie moje klimaty. Po prostu musiałem się podporządkować do regulaminu konkursu ;) . W przyszłości zobaczycie pewnie tylko sci-fi/cyberpunk/postapokalizm.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

PSK Cytaty Klikibaza - kopia wszystkich klików Klikipedia - encyklopedia o tworzeniu gier Discord KlikCzat Zaproszenie
Daj piniondza Wielkie Muzeum Klikowe

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group